Postanowiłem założyć mały temacik z przemyśleniami. Otoż niedawno, parę zaledwie tygodni temu postanowiłem wypróbować alternatywę w stosunku do Microsoftowego wiadomego systemu.
Moim pierwszym wyborem było Ubuntu. Miałem je w dwóch wersjach: 6.04 i 5.10. Obydwie można zamówić za darmo z dostawą do domu przez odpowiednią usługę. Nie udało mi się zainstalować 6.04 (LiveCD to za dużo jak na mojego leciwego Celerona 700 z 192 MB RAM), ale 5.10 poszedł jak marzenie. Bez problemu skonfigurował grafikę, sieć, internet i zaktualizował wszystkie swoje pakiety do najnowszych wersji.
I muszę powiedzieć, że Linux naprawdę jest niezły!
Graficznie prezentuje się naprawdę okazale (korzystam z GNOME, aczkolwiek ze względu na kiepskie osiągi mojego sprzętu zastanawiam się nad jakimś prostszym menadżerem okien). Wszystkie niezbędne mi do tej pory programy mają identyczne bądź lepsze (np. odkryty dzisiaj przeze mnie KATE, który przebija Pajączka pod każdym względem), a do tego wszystko jest darmowe i legalne. O tym, jak to poprawia sumienie (i spokój ducha, nawet, jeżeli jako student ma się zapewnioną darmową, legalną wersję Windows XP) nie trzeba wspominać.
Obsługa jest naprawdę banalna, nawet miejscami bardziej intuicyjna od Windowsowej. Chyba wszystko posiada w tej dystrybucji graficzną nakładkę, chociaż już po paru dniach obyłem się z rzeczami w rodzaju fstab, grub czy xorg.conf. W dodatku zaletą jest to, że ciężko coś tu popsuć, bo wszystko można przywrócić do stanu używalności.
Żeby nie było jednak tak słodko to mam dwa mankamenty. Pierwszy to szybkość. Mimo wszystko Windows 98 działał żwawiej. A po drugie, jeszcze nie udało mi się uruchomić trybu OpenGL dla mojej (również dość leciwej) karty graficznej NVidia Riva TNT2. Ale zobaczę jeszcze, co da się z tym zrobić, bo wsparcie w postaci FAQ, wiki czy archiwów rozmaitych for dyskusyjnych jest na tyle bogate, że za pomocą Google można rozwiązać każdy problem.
Zachęcam do wypowiedzenia się.